sobota, 12 grudnia 2009
Spalletti w Zenicie. Nowa era?
To jakim szkoleniowcem jest Luciano Spalletti wie chyba każdy. Solidny trener, który potrafi wiele. Trenując czy to Udinese, czy to Romę nie brakowało dobrych, wręcz świetnych spotkań. Jednak wiadome jest, że ten zawód ma drugą stronę medalu i porażki bywały również. Właśnie to ostatnie pamięta się głównie Włochowi.
Od niedawna Spalletti nie musi już przypisywać przy swoim nazwisku bezrobotny. Właśnie znalazł zatrudnienie w rosyjskim gigancie - Zenicie Sankt Petersburg. Co to oznacza? Czy Spaletti zaszczepi u Rosjan włoski styl gry? Czy Zenit niekoniecznie grając pięknie zacznie wygrywać? Wiele na to wskazuje... Były piłkarz Empoli to niezykle ambitny szkoleniowiec i dodając do tego niezłe pieniądze od Gazpromu może w końcu uda mu się stworzyć drużynę marzeń. W końcu kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Zenit posiada dobrych zawodników i w ofensywie i w defensywie. Dodając do tego, że jednym z głównych motorów napędowych akcji ofensywnych jest Włoch - Rosina zatrudnienie 50 - letniego szkoleniowca może być strzałem w dziesiątkę!
W Romie Spalletti nie miał wielkiego pola manewru. Rzymianie byli uzależnieni od Tottiego. Połowicznie udało się ten dylemat wyeliminować, bowiem przez pewien czas liderem był Vucinic i Roma źle nie grała. Z czasem jednak przeciwnicy przejżeli to i Roma spadała po równi pochyłej. Po zaledwie dwóch meczach w tym sezonie były szkoleniowiec Udine stracił pracę.
Teraz Spalletti przychodzi do drużyny z dobrą kadrą, silnym sponsorem i zdecydowanym zarządem. Dzięki temu może osiągnąć wiele i kto wie, może nawet zawalczyć o coś więcej niż tylko mistrzostwo Rosji i solidna postawa w europejskich pucharach. Rosyjska liga rozwija się z dnia na dzień, a tacy szkoleniowcy jak Spalletti, czy Hiddink, który prowadzi kadrę rosyjską mogą tylko pomóc by lata świetlne jakie dzieliły Rosję i zachód mogą zostać szybko nadrobione. Już występy Rubina w tegorocznej Lidze Mistrzów, gdzie ekipa Rafała Murawskiego pokonała i zremisowała z Barceloną pokazują, że za dwa, trzy lata jedna lub nawet dwie ekipy z Rosji w półfinale LM nie będą niespodzianką. Ta liga idzie do przodu, czego nie można powiedzieć o naszej Ekstraklasie...
piątek, 11 grudnia 2009
Coś przyjemnego... (hed) Planet Earth - Here and Now
Na prawdę genialny kawałek. Polecam!
Jeśli macie również ciekawe kawałki lub propozycje dotyczące bloga piszcie na numer gadu gadu: 1766246. Jestem otwarty na różnego typu propozycję... A na razie czekajcie na nowy artykuł. Już niedługo będzie gotowy. Peace Big Sun
niedziela, 06 grudnia 2009
"Klub z Łaizenkowskiej w ciężkim stanie trafił do szpitala..."
Ostatni mecz Legi Warszawa, który zespół Jana Urbana zremisował bezbramkowo mnie nieźle wkurzył. Przyznam, że stawiając na Legię u bukmachera liczyłem, że uda im się zdobyć 3 punkty. Pomijając fakt straty pieniężnej zdenerwowany byłem faktem, że drużyna grająca tak nieskuteczny w moich oczach futbol jest tak wysoko w tabeli!
(Takesure Chinyama, jeden z nielicznych graczy eLki, którego lubię) Wojskowy zespół gra nudną piłkę, wygrywa szczęśliwie (jeśli w ogóle wygrywa) i co najważniejsze - nie ma tego błysku godnego ekipy walczącej o mistrzostwo. Legioniści grają jakby mieli po 40 lat i chcieli dobić tylko jeden sezon by mieć godną emeryturę. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda... Co zmienić by Legia grała lepiej - zastanawiają się ludzie nie tylko sympatyzujący z warszawskim klubem. Zmiana trenera? Może właściciela? Choć temat numer dwa to temat dosyć grząski i mogę narazić się wielu kibicom stołecznego klubu podejmę się niego.
Poznajecie tego Pana? Tak to Mariusz Walter, współzałożyciel ITI, grupy która jest właścicielem klubu. Większość kibiców ma tej grupy po dziurki w nosie i najchętniej by się ich pozbyli. Powody? Gdy ratowali zespół od upadku, zaznaczam (!) od upadku obiecali złote góry. W ciągu 3-4 lat zespół miał co roku zdobywać mistrzostwo i grać w Lidze Mistrzów. Jak było wiemy doskonale i dzisiaj, gdy zespołowi nie idzie z tym by choćby złożyć ładną akcję to kibice obwiniają właśnie ITI o to, że nie dając znaczących pieniędzy na wzmocnienia chcą pozbawić zespołu szans na mistrzostwo. Czy aby na pewno? Zacznijmy od tego gdzie byłaby Legia gdyby nie pan Walter i świętej pamięci Jan Wejchert. ITI uratowało Legię od bankructwa i pozwoliła temu zespołowi zachować byt w Ekstraklasie oraz dalej walczyć o największe celte, bo właśnie o to miała walczyć Legia. Obiecywano sobie wiele jednak na stan dzisiejszy udało się tylko raz zdobyć mistrzostwo. Kibicom zaczeło się to nie podobać. Obiecywano przecież więcej. Swoim zachowani Ci, którzy nie powinni nazywać się kibicami jeszcze bardziej poddrażnili i tak już złe zdanie o Legi i jej kibicach i w Polsce i w całej Europie.
Jednak na burdach się nie kończy. Niedawno wystartowała strona KoniecITI.pl, dzięki której można podpisać się pod petycją by Legia nie była już w rękach ITI. Ciekawe tylko w takim razie czego tak na prawdę chcą kibicie "Wojskowych"? Abramowicza? Niech przejżą lepiej oczy i zobaczą, że słaba postawa nie leży w słabych wzmocnieniach, a w poziomie treningu i całego przygotowania do sezonu. Może warto podzękować panowi Trzeciakowi? Może warto zmienić Jana Urbana, który według mnie nie do końca sprawdza się na stanowisku trenera Legii? Może pomyśleć w inną stronę? Może ITI nie jest takie złe. Oczywiście to tylko moje skromne zdanie w tej sprawie, więc proszę się nie burzyć. Każdy z nas ma prawo trzeźwo spojrzeć na tą sprawę i wyrazić o niej opinię. A że moja jest taka, a nie inna? Mówi się trudno ; ) Takie małe prawo publicysty ; )
sobota, 05 grudnia 2009
Jest Kießling, jest impreza
W rozgrywkach Bundesligi Bayer Leverkusen od wielu lat jest uważany za tą ekipę, która powinna walczyć o miejsca w europejskich pucharach. Historia pokazła, że ta drużyna potrafi wiele, a przykładowy finał Ligi Mistrzów z 2002 roku nie jest przypadkiem. Ostatnie lata to jednak lata posuchy i w Europie i w kraju. Ten sezon jednak ma to zmienić, a głównym ogniwem rozpędzonej lokomotywy z Leverkusen ma być niejaki Kießling, Stefan Kießling...
To właśnie urodzony 25 stycznia 1984 roku w Lichtenfels w Bawarii Niemiec strzelił najwięcej goli spośród wszystkich zawodników "Aptekarzy". To on jest główną siłą ofensywy klubu Tomka Zdebla. Można powiedzieć, że pełni podobną rolę jak bohater jednego z moich poprzednich artykułów - Luis Suarez. Z tą różnicą, że nasz Kielssling woli strzelać niż podawać. Posturą przypominający Zlatana Ibrahimovica robi w tym sezonie niezłykłą furorę. Wszyscy dziwią się dlaczego jego talent eksplodował dopiero w tym sezonie na tak wielką skalę?
Stefan swoją karierę piłkarską rozpoczynał w Eintrachcie Bamberg. Stąd, jeszcze jako junior trafił do szkółki Norymbergi, w której zadebiutował w roku 2001. W Der Club rozegrał 73 mecze strzelając 15 goli. Dorobek niezbyt powalający... W 2006 roku po zawodnika zgłosił się Bayer Leverkusen i rosły napastnik zawitał na BayArena. Początkowo, owszem gole i zdobywał, ale nie tak hurtowo jak robi to w tym sezonie, gdzie w 14 spotkaniach zdobył 12 goli i głównie jego zasługa jest tak wysokie miejsce w tabeli klubu, w którym w przeszłości grali Jacek Krzynówek, Andrzej Buncol, czy Marek Lesiak... Bardzo dobra gra Kiesslinga sprawiła, że interesują nim się coraz to lepsze ekipy. Mówi się o Juventusie, Arsenalu lub Bayernie Monachium. Sam zawodnik wyklucza jak narazie kwestię przeprowadzki mówiąc, że chce pomóc Bayerowi w osiągnięciu pierwszego mistrzostwa dla klubu. Jednak kto wie, czy może już w styczniu nie oprze się pokaźnym zarobkom w Arsenalu lub Juventusie?
Warto również wspomnieć o karierze reprezentacyjnej Stefana. W młodzieżowej kadrze rozegrał 15 spotkań strzelając 4 gole. 28 marca 2007 roku Joachim Loew dał mu szansę zadebiutować w meczu z Danią. Do tej pory zagrał w 3 spotkaniach, jednak być może dzięki świetnej formie w lidze przekona do siebie Loewa i może być jokerem na Mundial w RPA. Wiadome jest, że pozycja ataku Podolski-Klose jest niepodważalna, jednak Kiessling wcale słabszy nie jest i spokojnie mógłby zastąpić któregoś z tej dwójki.
sobota, 28 listopada 2009
El Tanque!
Osoby interesujące się włoską Serie A zapewne poznają tego pana na zdjęciu. Tak to German Denis - napastnik SSC Napoli. Zapewne zapytacie: dlaczego o nim będzie ten tekst, skoro żadnych znaczących osiągnięć chłopak nie ma. A no wszystko pokolei. Urodzony 10 września 1981 roku 28 - letni dziś napastnik rodem z Remedios de Escalada SSC Napoli zasilił w czerwcu 2008 roku za 6,3 mln euro z Independiente. W abrwach włoskiej ekipy zdobył jak na razie niezbyt powalającą liczbę 9 bramek w 40 spotkaniach. Co jednak przesądziło o tym, że jest bohaterem mojego artykułu? Przede wszystkim sentyment. Gdy rozpoczynała się moja przygoda z SSC Napoli to German był najlepszym strzelcem zespołu. To w nim zakochałem się jako pierwszym, można powiedzieć, że dzięki niemu moje serce jest w połowie błękitne. Zawsze będę kibicował mu z całych sił, bo to zawodnik nietuzinkowy. Potrafi na prawdę wiele, szkoda tylko, że cięzko jest mu znaleźć formę. Jednak jak już się rozkręci potrafi dać dużo dobrego zespołowi. Nowy trener Walter Mazzarri daje więcej szans Argentyńczykowi i może dodać to pewności siebie zawodnikowi, który jak sam uważa nie ma zamiaru odchodzić z San Paolo.
Krytycy gry Denisa obecni zawsze będą, bo taka jest ciemna strona tego zawodu. Są hejterzy, są kibice. Ja, jako że zaliczam się do tych drugich Germana zawsze będę uważał za bardzo dobrego zawodnika i zawsze będę pozytywnie wypowiadał się o nim, bo jest dla mnie nietuzinkowym piłkarzem. |
Zakładki:
Polecam
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |